Określenie nazwy miejscowości
Zagłębiowska Łagisza jest jak dotąd jedyną tego typu nazwą w Polsce. Historia jej sięga początków XIV wieku. W nieoryginalnym dokumencie z 1301 r zapisano ją po raz pierwszy jako Lagisa. Leżała w dawnym Księstwie Siewierskim, w późniejszych granicach powiatu będzińskiego. W końcu XIV wieku spotykamy się też z inną formą tej samej nazwy - "Łagisz". Trudno jednak z całą pewnością stwierdzić, czy była to forma żywa, czy też sztuczny twór administracyjny. Może Po prostu pomyłka. Występuje tylko w Słowniku geograficznym z 1884 r, a inne przekazy - w tym także ludowe - nie potwierdzają jej.Podstawowe piętnastowiczne źródło. Księga Uposażeń Diecezji Krakowskiej Jana Długosza wymienia jednak nazwę "Łagisza". W latach 90-tych ubiegłego wieku, Łagisza miała 61 domów. Była osadą leśną. We wsi mieściła się karczma i 7 kopalń węgla, gdzie pracowało 70 mężczyzn, 17 kobiet i 48 dzieci. Łagisza w tym czasie należała do gminy Bobrowniki.
Teoretyczne uzasadnienie etymologii nazwy Łagiszy nie jest kłopotliwe, aczkolwiek tu i ówdzie brak nam bezdyskusyjnych dowodów materiałowo-źródłowych. Nazwa ta wywodzi się od przezwiska osobowego "Łagich", lub "Łagicha" Pierwotnie oznaczała miejscowość należącą prawie do osobnika noszącego to określenie. Przypuszczalnie, imię "Łagich" lub "Łagicha" nie dochowało się w dokumentach historycznych. Dotąd nie udało się takiej formy odnaleźć, chociaż istnieją podobne, co zresztą ułatwia dowodzenie historyczno-językowe. Określenie "Łagich" czy "Łagicha" da się bez przeszkód związać z przymiotnikiem łagodny w tym samym mniej więcej znaczeniu, co dzisiaj.
Aleksander Briicker, autor Słownika etymologicznego języka polskiego i wybitny znawca staropolszczyzny uważa, że cząstka "łag" znaczyła też w dawnym języku "słabość" i "marność". Obydwa znaczenia chociaż tak zróżnicowane, że aż prawie przeciwstawne, mogą być wiarygodne, przy przezwisku "Łagicha". Nie sposób rozstrzygnąć ostatecznie, które z nich naprawdę tkwiło w imieniu najdawniejszego właściciela Łagiszy. Nasz domysł, co do rekonstrukcji "Łagicha" lub "Łagichy" popierają liczne przedstawione wcześniej analogie.
Na osobowej postawie rdzenia "łag" opierają się częste i po różnych okolicach Polski rozsiane miejscowości, jak np. "Łagów", "Łagowiec", "Łagówka", "Łagowo". W średniowicznych polskich dokumentach notowane są także nazwy osobowe zawierające słowo "Łag", nap. "Łagoda" w XV wieku. W tym samym stuleciu występują "Łagódka" i "Łagusz". O wiek wcześniej poświadczony jest "Łagwa" i "Łagoszowiec".
Wspomniane wyżej fakty prowadzą do wniosku, że nazwa "Łagisza" jest nazwą dzierżawczą, tzn. przynależnościową formą nazwy miejscowej, urobionej w średniowieczu od nazwy osobowej "Łagicha" lub "Łagich".
Opisując, po raz pierwszy w szerszym zakresie dzieje Łagiszy - M. Kantor Mirski - nie wyjaśnił, ani nie próbował ustalić etymologii nazwy tej miejscowości. Uczynił to jednak, stosunkowo niedawno Dochodzący z Zagłębia, językoznawca Władysław Lubaś w swych rozważaniach o języku pt. "Rzeczy, słowa, formy". W rozdziale tej książki - "Łagisza" podane zostało teoretyczne uzasadnienie etymologii nazwy "Łagisza". Nie jest ono kłopotliwe. Nazwa zdecydowanie wywodzi się od przezwiska osobowego "Łagich" lub "Łagicha".
Oznaczało ono pierwotnie miejscowość należącą do osobnika noszącego to określenie. Wspomniany "Łagich" czy "Łagicha" da się bez przeszkód związać z przymiotnikiem "łagodny".
W konkluzji prof. W. Lubaś stwierdza, iż na osobowej postawie "łag" opierają się nie rzadkie i po różnych okolicach Polski rozsiane miejscowości takie jak "Łagów", "Łagowiec", "Łagówka", "Łagowo". Potwierdza to zatem tezę Autorów pracy, że nazwa "Łagisza" jest nazwą dzierżawczą.
wróć do działu Historia
Najważniesze daty
- 1257-1420 - najstarsze dokumenty archiwalne metropolii krakowskiej opisujące Łagiszę
- 1638 - zapis w Liber beneficiorum dioecensis cracoviensis o dziedziczności sołtysostwa w Łagiszy
- 1600-1790 - zapisy dziedzicŁw łagiskich w aktach parafii Grodziec
- 1795 - otrzymanie przez Łagiszę administratora wojskowego armii pruskiej
- 1864 - uwłaszczenie chłopów
- 1865 - początki szkolnictwa na terenie Łagiszy
- 1871 - wydobycie 2259 ton węgla kamiennego przez cztery kopalnie bez użycia maszyn do roku
- 1914 - Łagisza w gminie Bobrowniki, a następnie siedzibą gminy własnej
- 1924 - wyodrębnienie własnej parafii łagiskiej z parafii Grodziec
- 1932-1933 - pierwsze znaleziska archeologiczne na Glinicach - "Leszcze" i na starej Łagiszy - "Świerkle"
- 1954 - Łagisza samodzielną jednostką administracyjną-Gromadzką Radą Narodową
- 1963 - uruchomienie Elektrowni "Łagisza"
- 1967-1968 - odkrycie cmentarzyska z epoki kultury łużyckiej na terenie Starej Łagiszy - "Świerkle"
- 1969 - uzyskanie przez Łagiszę praw miejskich
- 1973 - włączenie miasta do aglomeracji będzińskiej, Łagisza - dzielnicą Będzina
wróć do działu Historia
Legenda łagiska - Zaklęty pustelnik
Przy polnej drodze, co dawniej prowadziła od północno-zachodniego krańca Łagiszy przez Grabis do Malinowic, widniał niegdyś - no lewej stronie - na wzgórzu krzyż. Według starych ludzi we wnętrzu tego wzgórza znajdować miał się pustelnik.Przed wielu wiekami, gdy tutejsze okolice były porosłe gęstym borem, zjawił się w tych stronach jakiś pustelnik wędrowny, który obrał sobie siedlisko na wzgórzu. Nikt z mieszkańców wioski nie dowiedział się nigdy, jak się zwał, kim był i skąd przybył. Osiedliwszy się na wzgórzu, pobudował sobie schronisko z gałęzi drzew, a później własnymi rękami wzniósł kapliczkę z smukłą wieżyczką, w której umieścił drewniany dzwonek - klekotkę. Przez wiele lat żył sobie wśród boru, nie zjawiając się nigdy w wiosce. Ludzie widywali go nieraz z daleka, jak chodził po lesie zbierając jagody, grzyby i korzonki. Wiedzieli, że istnieje i że trzy razy dziennie, o świcie, w południe i o zmierzchu odezwał się suchy klekot dzwonka z wieżyczki kaplicznej. Mieszkańcy wioski tak się przyzwyczaili do owego klekotania, że gdy pewnego ranka nie usłyszeli go, ruszyli gromadnie, aby przekonać się co się dzieje z pustelnikiem. Po przybyciu na miejsce, przekonali się, że szałas i kapliczka zniknęły, jakby ich nie było. W zabobonnym strachu wszyscy nawrócili z powrotem do wioski, a w jakiś czas potem, zupełnie o wydarzeniu zapomnieli.
Pewnego dnia, szedł sobie drogą do Malinowic, jeden z gospodarzy łagiskich. Gdy zbliżył się do wzgórza, zjawił się przed nim nagle, jakby z ziemi wyrósł, siwy starzec w stroju zakonnym, który rzeki do niego: "Człowieku dobry! Już tyle czasu czekam na ciebie! Tyś mój wybawiciel! Jestem zaklętym pustelnikiem, który tu przed lat przybył i mieszkał na tym wzgórzu. Za moje nieprawości, za znęcanie się nad moimi poddanymi, Bóg mnie ciężko ukarał. Chcąc go przebłagać, postanowiłem odpokutować za popełnione winy, żyjąc w odosobnieniu i przyrzekając sobie, że już nigdy nie skrzywdzę nawet zwierzęcia. Żyłem przez wiele lat szczęśliwy, spędzając czas na modlitwie. Pustelnia była moim domem, zaś bór i zwierz leśny towarzyszami. Byłby Bóg przyjął moją pokutę, lecz pewnego dnia odezwały się we mnie dawne namiętności - znów skrzywdziłem człowieka, który z ciekawości zaglądnął do mojej pustelni. Po tym czynie, zapadłem się z woli bożej wraz z moją pustelnią i kapliczką. Ty mnie możesz wybawić. Weź mnie pod rękę, bo widzę żeś odważny i prowadź na cmentarz famy* do Grodźca.
"- A po cóż wy pod wieczór chcecie na cmentarz - zapytał starca gospodarz. Na to odparł pustelnik:
- powiem ci, lecz na miejscu. Teraz jednak uważaj, byś się nie oglądnął, gdy usłyszysz za sobą jakieś krzyki i hałasy. Będą one powodowane za sprawą sił nieczystych, które jednak tobie nic złego wyrządzić nie mogą, gdyż nie mają mocy nad tobą."
Odważny chłopek chwycił starca pod rękę i prowadził wprost na "Dorotkę", aby skrócić drogę. Zaledwie uszli niewielki kawał drogi - zmrok zaczął zapadać, zerwał się wicher okrutny, hucząc i wyjąc jak stado potępieńców. Nad głowami idących zjawiły się gromady czarnego ptactwa, potem jakieś ognie buchały z ziemi to z lewej, to z prawej strony ścieżyny. Nie zważając na te "dziwy", szedł nasz gospodarz odważnie, nie oglądając się poza siebie. Już stanął z pustelnikiem na szczycie dawnego "hrudka", skąd majaczyła sylwetka kościółka w Grodźcu, gdy spostrzegł, że nad głową jego wisi olbrzymi kamień, na cieniutkim sznurku. Przestraszył się niezmiernie. Uskakując w bok, odruchowo oglądnął się wstecz. W tej chwili usłyszał przeraźliwy śmiech w powietrzu, a zarazem spostrzegł, że pustelnik zniknął. Zmartwił się więc chłopina, że przez swoją nieoględność i strach nie pomógł pustelnikowi do wybawienia. Wrócił smutny do wioski. Zastanawiał się w jaki sposób znikł mu starzec. Przecież nie zapadł się w ziemię, ani nie porwały go złe duchy, a jednak przepadł jak kamień w wodzie. Głowiąc się nad tym zjawiskiem, stwierdził, że pustelnik powrócił do swej zapadniętej wzgórzu pustelni. Na drugi dzień opowiedział o wypadku sąsiadom, którzy po naradzie postanowili na wzgórzu postawić krzyż Ruszono gromadą na wzgórze i ze zdziwieniem wykryto na jego szczycie dziurę, prowadzącą do wnętrza. Dziura była tak głęboka, że najdłuższe tyczki nie dosięgały jej dna. Ktoś pochwycił kamień i rzucił do dziury. Za chwilę usłyszano głuchy stuk, jakby spadanie kamienia na tarcice. Ktoś inny położył się na ziemi, przyłożył ucho do dziury i usłyszał jakby daleki klekot drewnianego dzwonka kapliczki.
Zamiast ustawić krzyż na wzgórzu, uchwaliła gromada Łagiszy rozkopać wzgórze i w ten sposób oswobodzić pustelnika. Pewnego dnia zaroił się pagórek robotnikami. Rozkopywano przez cały tydzień. Ziemię wywożono nad potok, płynący w stronie zachodniej. Gdy powrócono do roboty w poniedziałek, przekonano się, że całotygodniowy trud na nic się nie zdał. Jakaś tajemnicza siła przeniosła ponownie ziemię na wzgórze. Rozpoczęto kopanie na nowo. Pracowano znów przez cały tydzień. Gdy nadeszła sobota, pozostawiono wartowników przy rozkopie, lecz i to nie pomogło. Wartownicy zasnęli, a ziemię ktoś przeniósł na pagórek. Po tych wypadkach pozostawiono wzgórze w spokoju. Na szczycie jego ustawiono krzyż, który stał długo gdzieś do r. 1850, aż zwalił się sam ze starości. Czy zaklętego pustelnika wybawił kto, nie wiadomo. Starzy ludzie opowiadali, że gdy zaczęto brać kamień z pagórka około r. 1856, to robotnicy słyszeli odgłosy wydobywające się z jego wnętrza. Miał to "być ponoć głos drewnianego dzwonka, wiszącego na wieżyczce kapliczki.
wróć do działu Historia
II wojna światowa - podobóz oświęcimski "Haaga"
W roku 1942 na terenie budowanej elektrowni, Niemcy urządzili filię obozu oświęcimskiego pod kryptonimem "Haaga'". Przebywało w nim kilkaset więźniów różnych narodowości, przeważnie byli to Żydzi, ale i Polacy, Włosi, Francuzi a nawet Niemcy. Ludność Lagiszy na własne oczy oglądała okrutne sceny mordów, bicia i znęcania się nad więźniami. Widziano samochody wywożące trupy, a nierzadko jeszcze poruszających rękami i nogami - do krematorium w Oświęcimiu. Teren obozu był ogrodzony, a ogrodzenie podłączone do prądu. Kilka słupów ogrodzeniowych z izolatorami na wysokie napięcie dla drutów kolczastych do dziś znaczy granice elektrowni - filii obozu oświęcimskiego "Haaga". Wzdłuż ogrodzenia umieszczone były wysokie budki strażników. Jedna z takich budek stała w ogrodzie Ireny Zygmunt, która była naocznym świadkiem makabrycznych scen z więźniami.O podobozie oświęcimskim "Haaga"
pisano przy różnej okazji na łamach prasy, a także w nowszych opracowaniach książkowych.W lipcu 1980 r. część mieszkańców po raz drugi przypomniała sobie lata wojny, bowiem na teren byłego obozu przyjechała specjalna komisja, składająca się z prokuratorów z Niemiec z Frankfurtu i prokuratorów polskich, by przeprowadzić wizję lokalną przed śledztwem wytoczonym przeciwko Horstowi Czerwinskyemu, który w latach okupacji był komendantem sosnowieckiej, a następnie łagiskiej filii obozu oświęcimskiego. Część byłych zabudowań obozu, baraki dla więźniów, barak komendanta obozu, magazyn, izba chorych, a także tzw. bunkier śmierci i resztki ogrodzenia zachowały się do dziś.
Po zakończeniu działań wojennych, wybudowano w Łagiszy dwa pomniki, pierwszy nieopodal dawnej szkoły z napisem "Poległym w walce o wyzwolenie spod hitleryzmu" i drugi mały obelisk wzniesiony przed wejściem na teren elektrowni "Łagisza" z napisem na płycie "Pamięci Więźniów Podobozu Oświęcimskiego w Łagiszy, zamordowanych w latach 1942-1944, społeczeństwo Dzielnicy Łagisza, 1989".
| Nazwa obozu: | "Haaga" (Lagischa) |
| Czas istnienia: | 15 czerwca 1943 - 6 września 1944 |
| Przeznaczenie: | Prace konstrukcyjno-montażowe, obsługa dźwigów, kolejki, budowa fundamentów |
| Liczba więźniów: | Ok. 1000 więźniów |
| Najemca: | Energie-Versorgung Oberschlesien AG |
wróć do działu Historia
Sport w Łagiszy
Tradycje sportowe sięgają początków XX w. Znaczący wpływ na zainicjowanie działań sportowych miały organizacje: T.G. "Sokół", "Strzelec", a następnie ZHP. Dużą rolą odgrywała też szkoła. Ruch sportowy ożywił się znacznie w wyniku wspierania go przez nauczycieli (m.in. Fr. Raducki i inni). W okresie okupacji życie sportowe zamarło (część działaczy została wywieziona do obozów a także na roboty do Niemiec).Od pierwszych lat po zakończeniu II wojny światowej nastąpił żywiołowy rozwój życia sportowego, szczególnie w zakresie piłki nożnej. Dużąrolę w tym czasie odgrywało harcerstwo. Były gry, zabawy, wycieczki piesze i obozy. Wśród działaczy tego okresu zapisali się: Stanisław Bania, Kazimierz Szymczyk, Zenon i Marian Hanakowie, Jerzy Kaczmarczyk (vel Kaczmarzyk), Henryk Pawełczyk, Stanisław Mazur i inni. Od 1948 r. grupa działaczy w ramach Ludowego Zespołu Sportowego (LZS "Łagisza") zaczęła rozwijać zorganizowany ruch sportowy. W 1949 r. do zarządu LZS weszli: Klimas Kazimierz-prezes, Olesiak Jan-wiceprezes, Ciepiela Bolesław-sekretarz, Proszowski Zdzisław-skarbnik, a członkami zarządu zostali: Wacław Juszczyk, Marian Trzcionka, Stanisław Mroziński. Wtedy młodzież wspólnie z działaczami zbudowała boisko sportowe przy życzliwej pomocy wójta gminy Łagisza-Józefa Koszelewskiego i prezesa GS "Samopomoc Chłopska"- Piotra Lisa.
Boisko urządzono na terenie pastwisk (po b. kopalni "Antoni") do Piłki nożnej i piłki siatkowej. Najbardziej widoczną działalność sportową wykazywała grupa młodzieży czynnie uprawiając sport w różnych dyscyplinach - w sekcjach zgłoszonych do wyższych struktur organizacyjnych Powszechną sympatię zyskała sekcja piłki nożnej, która w ciągu dwóch sezonów awansowała z kl.: "C" do kl. "B", a w następnych latach walczyła o awans do kl. "A". Wyróżniającymi się zawodnikami LZS "Łagisza" byli: Jan Olesiak, Kazimierz Wieczorek, Witold Bargieł, Stanisław Mazur, Henryk Dróżdż, Włodzimierz Bargieł, Mieczysław Błażejewski, Mieczysław Toczkowski. Organizowane były mecze towarzyskie z ówczesnymi drużynami pierwszoligowymi (m.in. "Stal" Sosnowiec, "Ruch" Chorzów) na boisku w Łagiszy. W piłce siatkowej czołową drużyną powiatu będzińskiego była drużyna LZS "Łagisza", której trzon stanowili: Stanisław Mazur, Witold Bargieł, Ryszard Bargieł, Tadeusz Kwiatkowski, Zbigniew Szczypiński. W ramach sekcji lekkoatletycznej startowali:
Stanisław Mazur, Ryszard Bargieł, Zdzisław Proszowski, Mieczysław Kwieciński oraz Z. Marchejczykówna i Jadwiga Ziajówna.
Długi czas LZS "Łagisza" miał swój lokal w budynku prywatnym u Nogów - gdzie mieściła się też świetlica wiejska. Od lat 80-tych, a właściwie od lat 90-tych XX w. sport ponownie ożył. W 1992 r. powstał Klub Sportowy "Pogoń-Łagisza". Ma siedzibę w remizie OSP. Pierwszy zarząd stanowili: S. Musialik, Andrzej Simlat, Adam Olesiak. Klub miał dobrze zapowiadającą się drużynę piłki nożnej.
Międzyzakładowy Będziński Klub Sportowy Pogoń Łagisza
Rok założenia: 1992r.MBKS "Pogoń" Łagisza to klub jednosekcyjny o profilu - piłka nożna, działający na terenie Będzina-Łagiszy. Prowadzi drużynę seniorów, występującą obecnie w B klasie.
Siedzibą klubu jest OSP Łagisza. Zajęcia treningowe i mecze prowadzone są na boisku w Łagiszy oraz obiektach Miejskiego Zespołu Szkół nr 4. Klub zrzesza ok. 30 członków.
W 2008 roku klub zawiesił działalność.
Adres: ul. Pokoju 44
42-504 Będzin-Łagisza
tel. (32) 267 11 34
Stadion: Stadion Miejski przy ul. Parkowej
Barwy: CZERWONO - BIAŁO - ZIELONE
wróć do działu Historia
Wiersz o Łagiszy - Łagisza moja!
Dawniej wieś - zbożami, łąkami i lasem zarośnięta,Wiersz "Łagisza moja!" napisany w 1975 r. przez Stanisławę Płaczkową, zamieszkałą na kolonii Bory.
Spokojna i cicha - zadumana w bogactwie przeszłości.
Nie każdy dziś o tym wie i pamięta!
Później słynąca z węgła, hałd i kopalnictwa,
Przysparzała dobrobyt ale i wyciskała
Pot pradziadkom górnictwa!
Z biegiem łat cóż za zmiana?
Rok 1973 - Łagisza przez miasto Będzin
Została zabrana.
A gdzie szumiały niegdyś bujne łany.
Przemysł zaznaczył swe zaborcze plany
Przy głównej drodze - Miss Elektrownia,
Dalej, pod lasem rozsiadła się Chłodnia
Na zgliszczach kopalni Mars-Metalzbyt,
Biurowiec Drogowy, Centrala Nasienna,
Prefabrykaty pod górką Kamionką.
U stóp Dorotki, na polach najbardziej rodzących
Olbrzymia Fabryka Domów, gotowych!
Są także w Łagiszy - piękne nowe szkoły.
Zasługa to wielka ludowca - rolnika!
Ośrodek Zdrowia dla ludzi gotowy!
Troszczy się o niego lekarz rejonowy
Jest tu razem z nami od skończenia wojny
Leczy i pomaga, ma tu byt spokojny!
Już nie ta Łagisza - fabryki, zakłady
Zniknęły już prawie dawnej wioski ślady
Gdy wiatry zawieją -już nie szumią kłosy...
Pyl w powietrzu, dym z kominów, fabryczne odgłosy !
wróć do działu Historia